Wygląda na to, że Jakub Szmatuła w pełni wykorzystuje szansę jaką dostał trochę od losu i od trenerów na zaprezentowanie tego co potrafi. Po dobrym występie z Cracovią, poprawnej grze w Kielcach, przyszedł bardzo dobry mecz z Legią. Zanim Kamil Wilczek otworzył wynik tego pojedynku, Szmatuła dwukrotnie pewnie łapał strzały legionistów.
Najważniejszą jednak interwencję zaliczył w 26 min, kiedy to obronił strzał Koseckiego oddany z dwóch metrów. Gdyby wtedy padł gol, losy tego pojedynku zupełnie inaczej mogły się potoczyć. – Kilkoma swoimi interwencjami rzeczywiście pomogłem drużynie. Od tego przecież jestem na boisku, aby zespołowi pomagać. To jednak nie ja, ale cały zespół zatrzymał Legię Warszawa. Przede wszystkim Kamil Wilczek się do tego przyczynił, który strzelił trzy bramki. Obrona też spisała się dziś bez zarzutu, zresztą cała drużyna dobrze zagrała – podkreśla Jakub Szmatuła.
Jeszcze niedawno Kuba był nr 3 i bez szans na granie w pierwszym składzie. Od kiedy jednak nastał Angel Perez, rywalizacja nabrała w zespole zdrowego charakteru o czym już kilkakrotnie wspominał Szmatuła. W minioną niedzielę urodzony w Poznaniu bramkarz rozegrał chyba najważniejszy mecz w swojej karierze. Stał pomiędzy słupkami, kiedy Piast gromił Legię Warszawa – Wiem, że ta wygrana to historyczny moment. My jednak mocno wierzyliśmy w to, że możemy pokonać mistrz Polski, bo skoro Podbeskidzie czy Bełchatów mogły ograć Legię, to dlaczego nie Piast? – zauważa Szmatuła
Obrona oddanego z bliska strzału Koseckiego, wychodzenie do dośrodkowań, kierowanie linią obrony na boisku, który moment był dla bramkarza Piasta najważniejszy? – Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Mi najbardziej szkoda tej ostatniej sytuacji, w której padł gol. Pierwszy strzał bowiem obroniłem, ale dobitki już nie, a gdyby zostało 3:0 to by to jeszcze ładniej wyglądało – mówi nie do końca zadowolony gliwiczanin.
Kuba Szmatuła do Piasta trafił w 2008 roku Z krótką przerwą na wypożyczenie wbrew zresztą z własnej woli do Górnika Zabrze, wierny jest od tamtej pory niebiesko-czerwonym barwom. Zawsze w zespole miał pod górkę, stąd mimo wielu lat spędzonych przy Okrzei zbyt wiele występów pierwszej drużynie nie zaliczył. – Taka jest czasem rola bramkarza, że trzeba długo czekać na swoją szansę. Ja zawsze to robiłem i będę cały czas walczył o miejsce w podstawowym składzie – podkreśla Szmatuła.
Na razie pozycja występującego z nr 1 bramkarza wydaje się być niezagrożona. Nawet jak Alberto wydobrzeje, że to nie byłoby w porządku, gdyby były piłkarz Lecha, Warty czy Zagłębia Lubin usiadł na ławce. – Nie myślę o tym, skupiam się na swojej pracy. Wygrana z Legią to dobry prognostyk na przyszłość. Mam nadzieję, że równie dobry osiągniemy za dwa tygodnie we Wrocławiu- zaznacz – Kuba Szmatuła.
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Po tak długim czasie odstawieniu od pierwszej 11 i toczeniu się po ławkach lub rezerwach nie dziwie się,że ,,łamie palce” byle by grać w pierwszej 11. Ale coś czuje,że nawet gdyby został już na bramce do końca i to w dobrym stylu to po sezonie zgłosi się ktoś chętny po niego. Nie zapominajmy,że w Polce akurat jeżeli chodzi o bramkarzy mamy bogactwo a,że bramkarz może grać nawet i do 40 lat może się zdarzyć,że jeżeli Jakubowi forma wzrośnie pójdzie za granice. Ale może było by i tak lepiej.Do tego czasu może by się naszykował młody Szumski.
Pełna koncentracja Kuby przez całe spotkanie, ani na moment nie może się rozluźnić, to klucz do rozgrywania meczów w pierwszej jedenastce, w przeszłości to różnie bywało, mówiło się że Kuba zawsze w czasie meczu popełnia jednego babola,dlatego był w przeszłości pomijany, teraz z biegiem wieku chyba nabrał doświadczenia z tamtych meczy, i dobrze dla drużyny. Drugi i trzeci bramkarz za kadencji Treli i Hiszpana, teraz pierwszy, Kuba to dobry bramkarz.
Tak na marginesie chciałbym dodać, kto odchodzi z Piasta z własnej woli [porzuca klub] nie robi kariery, wydawało by się że Trela będzie gwiazdą w Lechii, siedzi na ławie, tam nie wybaczają jak w Piaście złych wyborów i interwencji, Matras siedzi na ławie, jest zmiennikiem, to co wystarczało dla Piasta nie wystarcza dla Pogoni, przykładów z przeszłości jest wiele, tylko Kamilowi Glikowi się wiedzie.
a Robakowi też się wiedzie… Nie wiedzie się za to Zbozieniowi, który w tym sezonie jeszcze nei wstał z ławki i Oleksemu.
? że nie wspomnę Grzegorza Kasprzika?.