Trzech facetów na piątkę

Ile punktów miałby dziś Piast na koncie, gdyby w przerwie letniej przed tym sezonem z Piasta odeszli Ruben Jurado, Wojciech Kędziora i Tomasz Podgórski? A taka sytuacja była bardzo realna. Całej tej trójce bowiem skończyły się kontrakty i mogli odejść za darmo do dowolnego klubu. Na szczęście wszyscy zostali, bo dzięki 15 strzelonym przez tych piłkarzy goli, Piast dziś na osiem zespołów w Ekstraklasie patrzy z góry.

 

Ruben Jurado bez wątpienia jest najlepszym graczem Piasta z hiszpańskiego zaciągu. Nie błyszczy może tak, jak w I lidze, ale 5 strzelonych goli i 2 asysty stawiają go na drugim miejscu w klasyfikacji kanadyjskiej jedenastki Okrzei. Zagrał w czternastu meczach, w dwunastu wychodził w podstawowym składzie. Jego gol w spotkaniu z Podbeskidziem jest jednym z najcenniejszych w rundzie jesiennej, bo dał wygraną w meczu z zespołem, z którym gliwiczanie mieli walczyć o ligowy byt. Zdobywał też ważne bramki w zwycięskich pojedynkach z Lechią Gdańsk i Śląskiem Wrocław. W starciu z Polonią Warszawa  jego trafienie pozwoliło wywalczyć ważny remis. Natomiast w tych meczach, w których trenerzy wpadli na pomysł, aby posadzić go na ławce, Piast przegrywał. – Ten chłopak po prostu ma nosa do goli – mówi Janusz Bodzioch, były menedżer gliwickiej drużyny.

Przypomnijmy, że Ruben Jurado do Piasta Gliwice trafił z IV-ligowego UD Almansa. Za darmo. Gola strzelił już w pierwszym sparingu (2:1 z Energetykiem ROW-em Rybnik). Chwali się, że jest przyjacielem gracza Realu Madryt Sergio Ramosa. – Przeszliśmy razem kilka szczebli szkolenia w Sevilli – podkreśla Hiszpan. Ramosa zna chyba każdy fan futbolu na świecie. O Rubenie dwa lata temu słyszeli tylko nieliczni hiszpańscy fani. Dziś natomiast jego nazwisko zna każdy kibic polskiej Ekstraklasy. Ze wszystkich pozyskanych przez Piasta zagranicznych zawodników w ostatnim roku, tylko w jego przypadku z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że to w pełni udany transfer. Pozostali muszą sobie jeszcze na to zasłużyć.

Ruben  wychowywał się w biednej dzielnicy Las Tres Mil Viviendas. Piłkę zaczął kopać w wieku 5 lat. Pierwsze piłkarskie buty dostał od mamy z okazji Święta Trzech Króli, bo w Hiszpanii tego dnia dzieci dostają prezenty. Jego pierwszym idolem był Ruud Van Nistelrooy.

Tomasz Podgórski jest jedynym wychowankiem Piasta, który regularnie gra w pierwszej drużynie i zarazem w Ekstraklasie. „Podgór” przez długi czas nie mógł przekonać do siebie żadnego z trenerów, choć przepowiadano mu karierę podobną, jaką niegdyś zrobił Andrzej Buncol. Dopiero wyjazd do Bydgoszczy pozwolił mu odbudować wiarę w swoje możliwości. Po powrocie d Gliwic Tomek przeistoczył się w Tomasza – dojrzałego, pewnego siebie zawodnika. Wskoczył też do pierwszego składu. Po odejściu Jarosława Kaszowskiego, na stałe też przejął opaskę kapitana. W poprzednim sezonie nie tylko wyrósł na lidera drużyny, ale i stał się głównym wykonawcą stałych fragmentów gry, a że piłka słuchała jego buta, to często też trafiał do bramki rywali. Obecny sezon jest jego najlepszym w karierze. Pięć strzelonych goli i jedna asysta na razie dają mu trzecie miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej. I tu jest pewien problem. Podgórski wykonuje praktycznie wszystkie rzuty rożne i rzuty wolne, biega też po skrzydle, ale tej jesieni tylko raz, jego podanie otworzyło drogę do bramki kolegom. Jeśli częściej pozostali zawodnicy drużyny z Okrzei będą wykorzystywać jego dogrania, to na pewno spełni się życzenie kibiców i marzenie Podgórskiego o powołaniu do reprezentacji narodowej.

Tomasz Podgórski stosunkowo późno zaczął uprawiać piłkę nożną, bo w wieku 12 lat. W drużynach młodzieżowych jego trenerem był Dawid Cholewa, także były zawodnik Piasta i syn trenera niebiesko-czerwonych Fryderyka Cholewy. „Podgór” nie wyklucza, że kiedyś zmieni klub, ale zaznaczył, że na pewno nie przeniesie się do Górnika Zabrze. Na razie jednak nie zanosi się na to, byśmy mieli go stracić, bo aktualny kapitan Piastunek ma podpisany trzyletni kontrakt. Na warunki finansowe piłkarz też nie narzeka.

Najskuteczniej podający zawodnikiem Piasta jest Wojciech Kędziora. Wychowanek Sośnicy Gliwice ma na koncie 5 asyst, a jeśli dorzucimy do tego 5 strzelonych goli , to wiemy już kto prowadzi w klasyfikacji kanadyjskiej. „Kędi” większość swojego piłkarskiego życia spędził biegając po gliwickich boiskach. Wychował się w Sośnicy, dzielnicy, która polskiej piłce dała wielu reprezentantów kraju w tym najlepszego chyba napastnika w historii – Włodzimierza Lubańskiego. Dojrzewał w Carbo Gliwice. Potem trafił do Piasta, by stać się piłkarzem godnym gry w Ekstraklasie. W 2008 roku przeniósł się do Zagłębia Lubin. Gdyby nie bardzo pechowe kontuzje, pewnie by został jednym z najlepszych napastników ligi. W Lubinie mu się to nie udało właśnie z powodu poważnych urazów. Po powrocie do Gliwic w imponującym stylu wywalczył tytuł króla strzelców I ligi. Teraz skutecznie straszy najlepszych bramkarzy polskiej Ekstraklasy. A co najważniejsze, Kędziora już nie zamierza zmieniać klubu – Jestem z Gliwic, tu się świetnie czuję. Jak to mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – wyznaje napastnik Piasta.

Aż trzykrotnie gole Kędziory pomogły Piastowi wygrać mecze. Najbardziej cieszy go jednak bramka, która dała zwycięstwo w pojedynku z Białą Gwiazdą – Takie mecze jak ten z Wisłą Kraków pozostają na długo w pamięci. Można mówić, że trafiliśmy na drużynę borykającą się z wieloma problemami, ale… Wisła to zawsze Wisła – uśmiecha się Kędziora.

Podsumowując postawę trójki najskuteczniejszych zawodników Piasta można zacytować „Kędiego” – Choć zdaję sobie sprawę, że tych trafień jesienią mogło by generalnie tak z gry swojej, jak i postawy całego zespołu jestem zadowolony!

Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko
Cyt. za Przegląd Sportowy/Sport

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze