Tydzień temu celne trafienia Podgórskiego i Kędziory sprawiły, że Wisła Kraków popłynęła w Gliwicach. W Poznaniu mogło być podobnie. Precyzyjny strzał Kędziory, po którym Burić zbił piłkę na słupek, a potem mocne uderzenie Podgórskiego w poprzeczkę. Te sytuacje mogły przesądzić o wyniku całego meczu. Tak się jednak nie stało, a po przerwie gospodarze bezlitośnie punktowali każdy błąd gliwiczan.
– W pierwszej połowie mieliśmy swoje sytuacje, ale piłka jakoś nie chciała wpaść do bramki. Po przerwie Lech strzelił pierwszego gola, dzięki czemu łatwiej mu było grać z kontry i wykorzystał swoje okazje. Po prostu mieli więcej miejsca, wykorzystali to i wypunktowali nas – ocenia Wojciech Kędziora.
„Kędi” potwierdza to, co wszyscy widzieli. Otwarta gra tym razem się nie opłaciła. – Lech to jest klasowa drużyna i po prostu wykorzystała swoje sytuacje. Po pierwszej bramce otworzyliśmy się, chcieliśmy strzelić wyrównującego gola, ale niestety nadzialiśmy się na kolejne kontrataki. – mówi wychowanek Sośnicy Gliwice – Nie mamy jednak czego się wstydzić. Taki jest sport, ktoś strzela jedną bramkę, później idzie za ciosem i tak to dzisiaj wyglądało – dodaje Kędziora.
Piast z Widzewem Łódź zmierzy się dopiero za dwa tygodnie. Jest więc trochę czasu, aby ochłonąć, wyciągnąć wnioski i pokonać jeszcze niedawnego lidera – Jest jeszcze dużo pracy przed nami i myślę, że ten czas wykorzystamy na to, żeby zniwelować błędy. W kolejnym spotkaniu chcemy zagrać konsekwentnie i wygrać z Widzewem – obiecuje napastnik Piasta
Wojciech Kędziora po stracie bramki w meczu z Lechem
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cyt. za Ekstraklasa.net
fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk





















