W najbliższą sobotę Piast Gliwice zmierzy się z kolejnym tuzem polskiej Ekstraklasy – Lechem Poznań. Gliwiczanie, tradycyjnie już na mecz wyjadą z dwudniowym wyprzedzeniem. Cykl przygotowań był taki sam, jak i do poprzednich spotkań. Lech natomiast w środę rozegrał sparing z HSV Hamburg. Poznaniacy wygrali to spotkanie 2:1.
Zawodnicy „Kolejorza” w ostatniej kolejce po raz pierwszy w tym sezonie musieli przełknąć gorycz porażki. Zespół prowadzony przez Mariusza Rumaka stracił 3 punkty w Gdańsku, gdzie przegrał z Lechią 0:2. Lech w sobotę wystąpi w roli gospodarza, ale ich własny stadion nie koniecznie musi być dla nich atutem. Bo z jednej strony poznańska Lokomotywa u siebie jeszcze nie przegrała ligowego spotkania, ale w ostatnich dwóch meczach również nie wygrała.
Jeszcze przed przerwą na mecze reprezentacji Lech bezbramkowo zremisował z Górnikiem Zabrze, a przed dwoma tygodniami podzielił się punktami z innym beniaminkiem Pogonią Szczecin. Brak zwycięstw w ostatnich dwóch ligowych starciach zepchnął poznaniaków na piąte miejsce w tabeli.
Mariuszowi Rumakowi, trenerowi Lecha przed sobotnim spotkaniem nie brakuje problemów kadrowych informuje oficjalny portal klubu, zwłaszcza na pozycji środkowego obrońcy. W meczu z Lechią kontuzji twarzy doznał Hubert Wołąkiewicz, który z Piastem na pewno nie zagra. Problemy z łydką ma natomiast Manuel Arboleda i jego występ stoi pod znakiem zapytania. I choć nie należy się cieszyć z cudzych nieszczęść, to dla ofensywnie grających zawodników Piasta dobra wiadomość. Do zdrowia wrócili za to Ivan Djurdjević i Gergo Lovrencsics.
Towarzyskie stracie Lecha z HSV miało dwa oblicza. W pierwszej połowie dominował zespół z Niemiec dokumentując to golem, w drugiej przewagę miała ekipa ze stolicy Wielkopolski. W 73 minucie tego spotkania z rzutu rożnego dośrodkował Reiss, a nie pilnowany Djurdjević z bliska pokonał Mickela. To był gol na 1:1 Poznaniacy poszli za ciosem i trzy minuty później już prowadzili. Bereszyński przepchnął Sowah i idealnie wyłożył piłkę Wilkowi, który z 10 metrów skierował ją do bramki. Choć spotkanie towarzyskie, to jednak Lech wygrał z klasowym zespołem.
Można by powiedzieć, ze poznaniacy będą bardziej zmęczeni, bo w środku tygodnia rozegrali dodatkowy mecz. Praktyka jednak pokazuje, że granie co trzy dni wcale nie musi być czymś negatywnym dla zespołu, a wręcz przeciwnie. Przypomnijmy sobie Piasta z wiosny zeszłego sezonu, kiedy to grając co trzy dni, gliwiczanie wpadli w taki trans, że u siebie gromili wręcz rywali.
Opracowanie: Grzegorz Muzia/lechpoznan.pl





















