Co się stało w końcówce meczu Jagiellonia – Piast?

W 84. min sobotniego spotkania Jagiellonii z Piastem na boisku doszło do dramatycznie wyglądającego zdarzenia. Po zderzeniu z białostockim obrońcą Ugo Ukahem nieprzytomny na murawie wylądował bramkarz z Gliwic Dariusz Trela. Piłkę z rzutu wolnego przed bramkę Piasta dośrodkował Dawid Plizga. Tam w Trelę z impetem wpadł Ugo Ukah. –  – Nie wiem, co się stało. Muszę zobaczyć to w telewizji. Próbowałem dojść do piłki. To chyba obrońca Piasta wpadł na bramkarza. Nie wiem, nie wiem – opowiadał już na spokojnie obrońca Jagiellonii.

Na boisku było dramatycznie. Piłkarze Piasta i sędzia Daniel Stefański bezradnie stali nad Trelą i wzywali pomocy. On leżał na plecach nieprzytomny. Pierwszy z pomocą doskoczył do niego Marcin Piechowski, fizjoterapeuta Jagiellonii.

– Bramkarz stracił przytomność. Trzeba było przewrócić go szybko na bok i udrożnić drogi oddechowe, bo dostał szczękościsku. I zaraz odzyskał przytomność – opowiadał Piechowski.

– Nie mam pojęcia, co i jak się stało. Od kogo dostałem i w co, czy w głowę, czy w ramię. Zobaczę w telewizji. Pamiętam tyle, że chciałem przedłużyć piłkę dośrodkowaną w pole karne. Później było jakieś uderzenie i jakieś dziwne uczucie. Nie mogłem wstać z ziemi. Tyle – opowiadał, schodząc już po meczu do szatni, bramkarz, który w grudniu skończy 23 lata. Nie wiedział nawet, czy stracił przytomność.  – Lekarze podchodzili do mnie, a ja nie wiedziałem, co się dzieje. W strachu już wtedy byłem. Po chwili doszedłem do siebie i mogłem kontynuować grę – powiedział. Nie chciał się zmienić, chociaż gliwiczanie sygnalizowali już konieczność wprowadzenia do gry bramkarza rezerwowego (mieli jeszcze taką możliwość). – Zostało niewiele minut do końca. Postanowiłem zacisnąć zęby i dograć to do końca – stwierdził Trela.

– Dziwne to było – mówił Marcin Piechowski, który po udzieleniu pierwszej pomocy oddał Trelę w ręce innych lekarzy, którzy zdążyli już wbiec na boisko. – Po utracie świadomości nie powinien grać, przecież on nie wiedział, co się z nim dzieje. On chciał grać, ale to adrenalina tak działa. Powinien zejść z boiska po takim czymś na obserwację.

Na szczęście bramkarzowi Piasta nic się nie stało. Już po wyjściu z szatni kilkadziesiąt minut po meczu zapewniał z uśmiechem, że dalej wszystko jest z nim w porządku.

źródło: sport.pl
foto: jagiellonia.pl

 

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze