Już w piątek, 17-go sierpnia startuje piłkarska Ekstraklasa. W gronie 16 drużyn, które będą walczyć o mistrzostwo Polski jest Piast Gliwice. Dla niebiesko-czerwonych będzie to trzeci sezon na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Wszyscy pewnie się zastanawiamy jakie będą te najbliższe miesiące dla T-Mobile Ekstraklasy i jaką rolę odegra w niej Piast Gliwice.
W porównaniu do poprzedniego sezonu w Ekstraklasie nie zobaczymy Cracovii i ŁKS-su Łódź. Oba te zasłużone kluby dla polskiego futbolu okazały się najsłabsze pod względem sportowym, zasłużenie więc spadły do I ligi. Patrząc jednak tylko na aspekt marketingowy, to szczególnie bolesne dla Ekstraklasy będzie brak posiadającej nowoczesny stadion i solidny budżet Cracovii. Słaba postawa zespołu i w konsekwencji spadek „Pasów” był zaskoczeniem dla wszystkich, bo to jeden z najstabilniejszych finansowo klubów. Należy to też traktować jako przestrogę, że nie zawsze pieniądze decydują o pozycji i miejscu w tabeli.
W miejsce spadkowiczów do elity wskoczyły i to nie przypadkowo: Pogoń Szczecin i Piast Gliwice. W Szczecinie już od początku minionego sezonu postawiono sobie wyraźny cel i go osiągnięto. W Gliwicach
wprawdzie na starcie mówiło się o walce o utrzymanie, ale potem okazało się, że Piast będzie dysponował nie tylko nowym stadionem, ale i największym budżetem. Same, bezpośrednie dotacje z miejskiej kasy wyniosły prawie 9 mln zł. Do tego doszły jeszcze kwoty przekazane z miejskich spółek i wpływy z biletów i karnetów. W porównaniu do zdecydowanej większości drużyn z I ligi, Piast był krezusem, musiał więc awansować.
W rozpoczynającym się w piątek sezonie gliwiczanie pod względem finansowym do kopciuszków ligi też nie będą należeć. Z 16 milionowym, podkreślmy realnym, a nie wirtualnym budżetem klub z Okrzei będzie plasował się w górnej części tabeli. Stanie się tak głównie dlatego, że po sportowej klęsce Polski na Euro 2012 właściciele klubów i sponsorzy, albo przykręcili kurki, albo nawet całkiem wycofali się z finansowania polskiej piłki.
Najbardziej bolesne to odejście Józefa Wojciechowskiego. Można mu wiele zarzucić, ale nie to, że nie dawał pieniędzy i nie tylko dla Polonii Warszawa. To dzięki dokonanym przez niego transferom na linii Ruch Chorzów – Polonia Warszawa, klub ze Śląska nie tylko stanął na nogi, ale i zdobył tytuł wicemistrza Polski. Wchodzący na niego w ten biznes Ireneusz Król to ubogi krewny w porównaniu do Wojciechowskiego.
Strategicznego sponsora stracił też GKS Bełchatów. Po tym fakcie sytuacja tego klubu stała się na tyle poważna, że nawet zastanawiano się nad wycofaniem piłkarskiej drużyny z rozgrywek. Ostatecznie
Bełchatów wystartuje, ale czy dotrwa do końca sezonu, to się okaże. W podobnej sytuacji jest też Widzew Łódź. Z tego klubu odeszło aż 9 piłkarzy i wszyscy z powodów finansowych. W ich miejsce przyszło 8 graczy, jednak jaka jest ich wartość sportowa, można było przekonać się oglądając mecz pucharowy z Piastem. Widzew jest pierwszym kandydatem do spadku.
Polonia Warszawa miała zniknąć z Ekstraklasy, a w miejsce tej drużyny miała grać katowicka Gieksa. Protesty kibiców obu drużyn zablokowały fuzję. Czarno Koszule dalej będą cieszyć kibiców przy Konwiktorskiej w najwyższej lidze, ale zespół był budowany prawie, że od podstaw, a to może przełożyć się na jego jakość.
Nie przelewa się zresztą w żadnym polskim klubie o czym świadczą ruchy transferowe. Latem masowo pozbywano się zawodników i nie po to, aby zarobić, ale by obciąż koszty. Wymiernym wskaźnikiem braku inwestycji w nowych, dobrych piłkarzy są wyniki uzyskane w eliminacjach do europejskich pucharów. Śląsk Wrocław i Ruch Chorzów poniosły spektakularne klęski. Lech odpadł już w drugim meczu. Nie skompromitowała się jedynie Legia, która korzysta z tego, że kilka lat temu postawiła na pracę z młodzieżą i teraz może uzupełniać ubytki wartościowymi wychowankami. Dodam jednak, że jakby ktoś chciał kupić klub ze stolicy, to nie ma problemu, potrzeba tylko trochę gotówki.
O tym, że polska piłka jest na ostrym zakręcie, świadczy choćby wynik meczu towarzyskiego z Estonią. Polacy nie potrafili przez 90 minut wypracować sobie okazji na strzelenie gola, a sami dali sobie wbić gola,
który dał Estonii pierwsze, historyczne zwycięstwo nad Polską. Perspektyw na szybkie rozwiązanie problemu nie widać. Coraz mniej wychowanków, coraz więcej obcokrajowców i to generalnie niechcianych w swoich krajach, na pewno nie przyczyni się do szybkiego zmiany niekorzystnego trendu.
Pozytywne natomiast jest to, że aż 8 klubów z Ekstraklasy będzie swoje mecze rozgrywać na nowoczesnych stadionach, a od wiosny może dołączy do nich Górnik Zabrze i Ruch Chorzów (o ile zdążą z dachem na Stadionie Śląskim).
Na całym tym zamieszaniu i marazmie może skorzystać Piast i powalczyć o coś więcej niż nawet środkowe miejsce w tabeli. Wprawdzie kosztem podatników, o czym będę cały czas przypominał, stworzono drużynie idealnie wręcz warunki. Zgrupowania w najlepszych ośrodkach, solidne pensje, motywacja w postaci premii – to ze strony organizacyjnej. Sportowo udało się utrzymać praktycznie cały zespół, który wywalczył awans. To ważne, bo zgranie jest często tym czynnikiem, który przeważa szale w walce o punkty. Udało się też dokooptować kilku ciekawych zawodników.
Stabilność finansowa plus dobre wyniki to podstawa do tego, aby w drużynie panowała dobra atmosfera i taka też jest w zespole Piasta. W takich warunkach zespół z Okrzei „skazany” jest w mojej ocenie na zajęcie miejsca od 5 do 8. Lokaty dające europejskie puchary wydają się mimo wszystko poza zasięgiem zespołu Marcina Brosza. Natomiast przy takich warunkach, jakie ma drużyna, walka o utrzymanie nie powinna wchodzić w grę. Jak będzie jednak o tym zadecyduje boisko. W poprzednim sezonie przewidywano, że po mistrzostwo sięgnie Wisła, Lech lub Legia, a spaść miały ŁKS Łódź i Podbeskidzie. Sprawdziło się to tylko w przypadku ŁKS-su, ale właśnie za to, że futbol jest tak nieprzewidywalny, tak mocno kibice kochają tą dyscyplinę sportu. Fanów więc na stadionach T-Mobile Ekstraklasy nie powinno zabraknąć.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Jan Suchan (archiwum)






















