Ekstraklasa to problem dla Gliwic i klubu?

Kilka tygodni temu w Gliwicach zapanowała euforia po wywalczeniu drugiego w historii awansu do Ekstraklasy. Teraz jednak okazuje się, że awans to poważny zgryz dla właściciela klubu, którym jest Miasto Gliwice. Z podpisaniem kontraktów zwlekają czołowi piłkarze. Na warunki proponowane przez klub nie chcą  zgodzić się też trenerzy i jak twierdzą, nie chodzi tylko o sumę i długość  kontraktów, ale przede wszystkim o możliwość zainwestowania w drużynę, a na to przyzwolenia i odpowiednich środków nie ma.

– Nie chcemy zn6w podkładać  swoich głów pod topór, bo po kilku meczach mogą nam je ściąć. Naszymi rywalami nie będą już przeciętne  z całym szacunkiem dla tych zespołów – Olimpia Grudziądz czy Warta Poznań, ale najlepsze drużyny w Polsce, a to oznacza tyle, że Piast musi przystąpić do gry w Ekstraklasie z odpowiednią kadrą – mówi w wywiadzie dla Dziennika Sport – Dariusz Dudek. Sprawa kontraktów z zawodnikami, którzy grali w I lidze powinna być już dawno załatwiona, a teraz powinniśmy myśleć o ściągnięciu czterech, pięciu piłkarzy, którzy wzmocnią ten zespół. Musimy sobie to otwarcie powiedzieć, jeśli chcemy się utrzymać, to wzmocnienia są konieczne. Tymczasem rozmowy z piłkarzami, którymi się interesujemy, często kończą się błyskawicznie, na kontakcie telefonicznym, bo gdy słyszą, ile mogą u nas zarabiać, w ogóle nie podejmują tematu. My oczywiście rozumiemy to, że nie jesteśmy Barceloną ani nawet Legią Warszawa, a klub ma ograniczony budżet, ale za pieniądze jak w III lidze, nikt wartościowy do nas grać nie przyjdzie – dodaje drugi trener Piasta.

Co na to Marcin Brosz?
Samozadowolenie – w ten sposób, zdaniem trenera Piasta, można streścić postawę, jaką po awansie do ekstraklasy przybrało  wiele osób związanych z gliwickim klubem. Jak przekonuje, czegoś takiego akceptować nie zamierza, co oznacza, że bieżący tydzień może być jego przedostatnim w roli szkoleniowca Piasta .

Kamil Kwaśniewski (Sport) – Na początku lipca rozpoczynają się przygotowania do nowego sezonu, a pan nadal ma kontrakt ważny jedynie do 30 czerwca. Dzisiaj w sprawie pana nowej umowy trudno już nie mieć wątpliwości…

Marcin Brosz – Mamy z prezesem Drabickim zupełnie inne, wręcz przeciwstawne wizje tego, jak budować ten klub. Rozdźwięk jest ogromny. Nasze stanowiska się oddalają, a nie zbliżają.

K.K. Na czym polega ten rozdźwięk ?
M.M –  Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to są nasze wewnątrz klubowe sprawy, ale dwa lata temu, kiedy przychodziłem do Piasta, podpisałem się pod wizją, która nie była moją. Efekty wszyscy pamiętamy… Drugi raz na coś takiego się nie zgodzę, bo nie chcę znów przeżywać tego, co wtedy. Nie będzie mojej akceptacji dla powrotu do pewnych obyczajów, które skończyły się tak, jak się skończyły. Pewne rzeczy musimy zrobić teraz, kiedy jeszcze jest na to czas, a nie po czwartej kolejce ekstraklasy, bo wtedy będzie już na to za późno.  My nie chcemy w tej ekstraklasie tylko być i drżeć do końca o utrzymanie, albo liczyć na koniec sezonu, że dokona się reorganizacja ligi, my chcemy w tej lidze zaistnieć.

K.K. –  Awans tak bardzo niektórych uspokoił?
M.B.  – Mistrzostwo I ligi to oczywiście duży krok naprzód, ale jednocześnie tylko szczebel na długiej drodze. My jesteśmy dopiero krok za startem, a dla niektórych to już jest meta. Mam wrażenie, że dla prezesa miejsce, w którym się znaleźliśmy, to już euforia .  Powtarzam,  nie możemy żyć  przeszłością. Czas ucztowania już był i jeśli wszyscy nie zdadzą sobie z tego sprawy, to będzie płacz. Tutaj słowa nie mogę i nie potrafię po prostu nie pasują. Zależy nam na silnym Piaście, a to dobry moment, żeby takim właśnie się stał. Apeluję  to, aby sprężył się gliwicki biznes, bo bez niego sobie nie poradzimy.

K.K.  Co, jeśli sprawy w kierunku, o którym pan mówi, nie ruszą?
M.B.  Mam kontrakt do końca miesiąca i wypełnię  go na sto procent.


Józef Drabicki

Prezes Józef  Drabicki podchodzi do sprawy ze spokojem. – Różnica poglądów między mną i trenerem Broszem? Nie będę się do tego odnosił. Cały czas rozmawiamy, a rozmawia się po to, aby dojść do porozumienia – stwierdza, a zapytany o finanse, odpowiada  – Nie możemy obracać sumami, których nie bylibyśmy później  w stanie wypłacić. Przykład GKS-u Katowice najlepiej to  pokazuje, jak to się kończy. My tym śladem nie pójdziemy w Gliwicach – zaznacza sternik klubu.

Źródło „Dziennik Sport”
Rozmawiał Kamil Kwaśniewski

 

Komentarz Piast.Gliwice.pl

Dla właściciela   klubu, czyli kolokwialnie mówiąc Zygmunta Frankiewicza, który stoi na czele struktur zarządzających miastem Gliwice, awans do Ekstraklasy to splendor i polityczny sukces. Ekstraklasa to jednak szczebel dużo wyższy niż tylko jeden poziom, jeśli chodzi o finansowanie klubu. Cracovia w zeszłym sezonie spadła z Ekstraklasy, mimo posiadania całkiem przyzwoitego, bo ponad 20 milionowego budżetu.  Prezydent  choćby nawet chciał to tak dużych pieniędzy dać nie może. Są granice, których przekroczyć  po prostu się nie da. Dopóki jest sukces, przeciwnicy polityczni będą milczeć, ale jeśli przydarzyłaby się porażka (czytaj spadek), a to w sporcie jest realne, ktoś na pewno zapyta, na co te miliony poszły. Mimo awansu nie pojawili się też chętni na kupno większościowego pakiet akcji za cenę, która by miastu odpowiadała. Ze sprzedaży biletów, praw medialnych, wpływów od sponsorów   klub nie pozyska takich środków, jakie potrzebuje, by ściągnąć ekstraklasowych graczy. Czy się to komuś podoba czy nie, to w także w polskich klubach z najwyższej klasy rozgrywkowej, które mierzą w środek tabeli, zawodnikom płaci się po 20-30 tysięcy zł miesięcznie. Przypomnijmy w tym momencie słynne słowa prezydenta Zygmunta Frankiewicza, który rok temu, gdy Piast rozwiązywał kontrakty z najlepiej zarabiającymi piłkarzami powiedział, ze chora jest taka sytuacja, gdy zawodnicy i trenerzy zarabiają więcej niż prezydent 200 tysięcznego miasta. Ja się z tym stwierdzeniem w pełni zgadzam,  ale realia  są inne. W ekstraklasowych realiach,  jeśli nie ma się 20 milionów na sezon, to ma się poważny problem i taki problem po awansie ma Piast Gliwice S.A.

W uzupełnieniu dodam jeszcze, że zrzucanie całej winy przez trenerów na prezesa Józefa Drabickiego za zaistniałą sytuację uważam za manipulację. Drabicki jest szefem zarządu, a nie właścicielem klubu. Realizuje zadania i politykę nakreśloną i zaakceptowaną przez Radę Nadzorczą. Warto o tym pamiętać.

Opracowanie: Grzegorz Muzia

 

 

 

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze