Drugi sezon po reaktywacji był bardzo udany dla gliwickiego klubu. Piast, zgodnie zresztą z oczekiwania działaczy i kibiców od początku rozgrywek rządził i dzielił w swojej grupie w „A klasie”. Gliwiczanie już w drugiej kolejce usadowili się na fotelu lidera i nie opuścili go do końca rozgrywek. Przewaga Piasta nad drugą drużyną w tabeli, po zakończeniu rozgrywek wyniosła aż 23 punkty! Można więc śmiało powiedzieć, że było to efektowne i miażdżące zwycięstwo. W 30 meczach Piast przegrał tylko raz. Porażka ta miała miejsce, kiedy niebiesko-czerwoni mieli już zapewnioną pierwszą lokatę i oczywiście awans.
Od lewej stoją: Kazimierz Gontarewicz, Aleksander Ryń, Rafał Krzywko, Grzegorz Leżała, Mariusz Komar, Wojciech Gontarewicz, Andrzej Riss, Tomasz Lasota. Na dole od lewej: Piotr Bajcer, Tomasz Wasilewski, Tomasz Stępień, Jarosław Kaszowski, Rafał Staniczek
Trzeba zaznaczyć, że wszystkie zespoły, które w tym sezonie miały okazje grać przeciwko jedenastce z Okrzei, podchodziły do kolejnych spotkań z ogromną chęcią sprawienia niespodzianki. Zawodnicy drużyn przeciwnych wznosili się wręcz na wyżyny swoich umiejętności. Dawali z siebie wszystko, aby urwać Piastowi punkt lub chociaż strzelić gola. Dla przykładu – w zwycięskim meczu z Orłami z Paczyny (wynik 9:1) bardziej ze strzelenia jedynego gola cieszyli się paczynianie niż strzelcy bramek dla Piasta.
Najwyższe zwycięstwo w „A klasie” to 10:0 ze Ślązakiem Byciną. Miało to miejsce w rundzie jesiennej. Mecz ten był rozgrywany w anormalnych warunkach. Płyta boiska pokryta była kilku centymetrową warstwą śniegu, a
temperatura powietrza wynosiła -7 C. Mimo to na stadionie było około 300 widzów, a wstęp na ten mecz nie był za darmo. Darmowa za to była ciepła herbatka.
Jedyny przegrany mecz w tym sezonie to spotkanie z Zamkowcem Toszek i to w dodatku na własnym stadionie. W pamięci kibiców na pewno pozostały pojedynki z ŁTS Łabędy. Obydwa dramatyczne i stojące na wysokim poziomie. Oba te spotkania oglądało po kilka tysięcy widzów, co w tej klasie rozgrywek było ewenementem na skalę chyba światową. Będzie w przyszłym sezonie kibicom brakować tej rywalizacji, bowiem ŁTS zajął czwarte miejsce i pozostał w VI lidze.
W 30 meczach Piast strzelił 109 goli, co jak łatwo wyliczyć, dało średnią 3,6 bramki na mecz, tracąc przy tym tylko 11 bramek. Najlepszym strzelcem zespołu został Tomasz Stępień, autor 25 trafień. Niestety nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy został królem strzelców, bo niedostępne były dane strzelców bramek z innych drużyn. Po 13 goli w tym sezonie zdobyli Wojciech Gontarewicz i Rafał Staniczek.
Na stadionie prawie zawsze zasiadało powyżej 1000 widzów. Rekordową widownię miał ostatni mecz z Concordią II Knurów, kiedy to na trybunach usadowiło się ponad 3000 widzów. Frekwencja nieco spadła w rundzie wiosennej. Niewątpliwie wpływ na to miał fakt, że Piast praktycznie już w pierwszej rundzie uzyskał taką przewagę nad pozostałymi zespołami, że zapewnił sobie awans do wyższej klasy rozgrywek.
Z nowych zawodników którzy dołączyli do zespołu na jesienni najrówniej i najlepiej grali Wojtek Gontarewicz i Mariusz Komar. Przez cały sezon prezentowali wysoką formę. Pierwszy szybko stał się podstawowym rozgrywającym, a drugi bardzo mocnym punktem w obronie, na dodatek strzelającym ważne gole. Rewelacją rundy jesiennej był Tomasz Stępień. Zdobywał bramki jak chciał, głową, lewą i prawą noga, barkiem i pupą, z bliska i z daleka. Każda jego akcja na polu karnym rywali pachniała golem. Niestety znacznie obniżył loty w rundzie rewanżowej. Strzelał mniej goli i w końcówce sezonu stracił miejsce w podstawowym składzie. Niewątpliwie przyczyną takiego stanu rzeczy były jego występy w piłce halowej. Niełatwo było pogodzić futsal z futbolem na świeżym powietrzu. Jego los podzielili zresztą również grający w piłkę pięcioosobową Rafał Staniczek i Jarosław Kaszowski. Rafał jeszcze grywał do końca sezonu jako zmiennik, natomiast Jarek całkiem stracił miejsce w drużynie. W futsalu można było wtedy już zarobić trochę grosza. W Piaście grało się wówczas za darmo.
Mocną stroną gliwickiego zespołu w tym sezonie byli niewątpliwie bramkarze. Ogromny postęp zrobił Alek Ryń. Jego 1000 minut bez utraty bramki przejdzie na zawsze do historii Piasta. Młody Marcin Grymel tylko raz mógł zaprezentować się sympatykom drużyny seniorów w meczu przeciwko Concordii i zaliczył bardzo udany występ. Ten do niedawna jeszcze junior i wychowanek Piasta ma naprawdę nieprzeciętny talent. W bramce zachowuje się jak zawodowiec i w przyszłym sezonie będzie rywalizował z Alkiem o miejsce w bramce, co może wyjść tylko na dobre im i zespołowi. Duże nadzieje rokował też pozyskany w trakcie sezonu Michał Przybyła. Najbardziej ambitnie grającym graczem natomiast był Wojtek Wiluk. Można mu wytykać pewne braki, ale nie brak ochoty do gry i woli walki.
Ważną rolę w drużynie w tym sezonie odgrywali też Rafał Gałuszka i Sławomir Czekaj. Rafał był mocnym punktem defensywy, i w pewnym sensie drugim trenerem. Czekaj natomiast był dobrym zmiennikiem dla napastników niebiesko-czerwonych. Dzięki ich doświadczeniu, młodsi gracze mogli się wiele nauczyć.
Zdaniem trenera Kazimierza Gontarewicza i niektórych działaczy, do osiągnięcia wyznaczonego celu, którym był awans Piastunek w sezonie 1999/2000 do IV ligi, potrzebnych było co najmniej pięciu zawodników, takich, którzy od razu można włączyć do pierwszego zespołu bez konieczności specjalnego szkolenia, ale to już w kolejnej odsłonie historii.
Kibice Piasta na ostatnim meczu z Concordią Knurów
Ciekawostki statystyczne („A” klasa, tylko Piast)
Tekst: Grzegorz Muzia
Foto: Wojciech Baran/własne
Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez zgody autorów publikowanie w całości lub fragmentach – zabronione





















