Raptem w niedzielę wszyscy cieszyli się z awansu, już w środę jest awantura na linii trenerzy – prezes Klubu. W dzisiejszym wydaniu Dziennika Sport padają ostre słowa wycelowane w sternika klubu – Gdyby sprawę pilotował prezes Kołodziejczyk, kontrakty mielibyśmy dwa miesiące temu i nie narażalibyśmy spółki na straty, bo teraz, gdy jesteśmy już w ekstraklasie, mówimy już o innych pieniądzach. – stwierdza Dariusz Dudek, drugi trener Piasta
Warto zwrócić uwagę w tym przypadku na zdanie „Gdyby sprawę pilotował prezes Kołodziejczyk…” Na spotkaniu z dziennikarzami po meczu z Zawiszą, Marcin Brosz podziękował wszystkim za awans, wymieniając po kolei grupy, ludzi, którym zawdzięcza sukces. Pominął tylko osobę Józefa Drabickiego, już wtedy Brosz zasygnalizował, że wkrótce zacznie się coś dziać.
Drabicki w dniu meczu, w porannym programie dla ORANGE SPORT wyjaśniał, że jego zdaniem w trakcie rozgrywek o kontraktach się nie rozmawia. Argumentował to tym, że zawodnicy powinni się skupić na treningach i grze. Czas na to jest po sezonie i że tak się praktykuje w profesjonalnych klubach. Jakby na to nie patrzeć prezes Piast S.A. ma sporo racji. Interes klubu przecież nie zawsze idzie w parze z interesem zawodnika czy trenera. Ci przychodzą i odchodzą, a kluby trwają. Można było podpisać kontrakt, ale co by było, gdyby potem zawodnik złapał przewlekłą kontuzję, albo trenerzy stwierdzili, że nie widzą go w ekstraklasowej kadrze? Kto płaciłbym pensje? PZPN poza tym nie pozwala na zawieranie kontraktów z klauzulami. Umowy muszą być czytelne i nie zawierać prawniczych kruczków.
Nerwowo jednak jest też wśród piłkarzy – Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że 30 czerwca Piast nie będzie miał zespołu – mówi Tomasz
Podgórski przytakują koledzy. – Żaden z nas nie powiedział „wybrałem inny klub, do widzenia”. Wszyscy chcą zostać – mówi Łukasz Krzycki. – Klub powinien był się określić już dawno, a jest tak, że w sprawie naszej przyszłości nie mamy z prezesem kontaktu od dwóch miesięcy – dodaje Wojciech Kędziora, najskuteczniejszy strzelec gliwiczan.
Oliwy do ognia dolewa jeszcze pierwszy trener Piasta – Proszę pokazać mi drugi taki klub, którego zawodnicy na dwa miesiące przed końcem kontraktów otrzymują od konkurencji lukratywne propozycje, a następnie idą do trenera, prezesa i mówią „mamy naprawdę dobre oferty, ale chcemy zostać” . Teraz chłopcy powinni mieć głowy zresetowane, odpoczywać z rodzinami… a tymczasem martwią się co dalej – narzeka Marcin Brosz
Zawodnicy i trenerzy mają trochę racji, ale warunki mogliby dyktować, gdyby mieli argumenty w postaci konkretnych
propozycji z innych klubów, a o takowych nie słychać. We wszystkich klubach praktycznie od pewnego czasu przeważa tendencja obniżania sum kontraktowych. Posucha panuje również na transferowym rynku
Przypomnę też, że jeszcze niedawno wiceprezes Piasta – Jarosław Kołodziejczyk mówił, że jeśli zabraknie polskich zawodników, to zatrudni się Hiszpanów, którzy nie są gorsi, a tańsi. Co na to polscy piłkarze w obronie, których stawałem i pisałem, że trzeba zachować umiar i rozsądek w zatrudnianiu obcokrajowców?
Czytając dalej artykuł w Sporcie można odnieść wrażenie, że hamulcowym w Piaście wydaje się być tylko Józef Drabicki i że to on jest tą osobą, której awans nie był na rękę. Taka teza brzmi jednak absurdalnie. Zarówno Drabicki jak i Kołodziejczyk nie podpiszą żadnych kontraktów , jeśli nie będzie mieli na to zgody Rady Nadzorczej w której osobą mającą najwięcej do powiedzenia, z racji tego choćby, że reprezentuje Ratusz, jest wiceprezydent Gliwic – Piotr Wieczorek. Piast Gliwice S.A. to spółka miejska, a w nich zarządy kierują się zasadami, ściśle określonymi przez właścicieli. A tu panuje zasada, że nie wydaje się więcej niż zarabia.
Nieprawdą też jest, że Drabicki nie chce rozmawiać z piłkarzami. Zarówno we wtorek jak i w środę na Okrzei widziano zawodników Piasta i nie przybyli tam, aby trenować, tylko rozmawiać. Problem tkwi gdzie indziej o czym trenerzy nie wspominają. Szkoleniowcy chcieliby dla siebie i piłkarzy nawet dwustuprocentowe podwyżki, a klub nawet po awansie, na tak wysokie apanaże nie może sobie pozwolić. Pierwsza transza z tytułów praw medialnych wpłynie dopiero w październiku i nie będzie to suma powalająca, bo około1,5 mln zł. Gmina Gliwice na pewno dofinansuje klub kolejną dotacją, ale prawdopodobnie będzie to kwota zbliżona do tej, jaką Piast S.A. otrzymał na pierwsze półrocze. Budżet miasta to nie skarbiec Sezama, gdzie klejnoty leżą w każdym koncie. Nie wszyscy też w Gliwicach kochają piłkę.
Cała ta awantura już w trzy dni po awansie nie wróży jednak dobrze na przyszłość. Jeśli z przełożonymi rozmawia się przez media i to na dodatek wprost ich atakując, to znaczy, że w klubie coś takiego jak wewnętrzna dyscyplina nie funkcjonuje, a panuje anarchia. Ciekaw jestem czy i jak do tego ustosunkuje się Rada Nadzorcza, organ nadrzędny Piast S.A.
Grzegorz Muzia
Cytaty: Dziennik „Sport”





















