Remis nas nie satysfakcjonował – Marcin Pietrowski

lechia-marcin-pietrowskiPiast nie przestaje zadziwiać nie tylko swoich kibiców, ale chyba wszystkich obserwatorów polskiej ekstraklasy. W tym sezonie gliwiczanie wygrali 7. z 9. rozegranych spotkań, co daje im średnią 2,35 pkt. na mecz. Lech Poznań zdobywając mistrzostwo Polski w poprzednim sezonie w rundzie zasadniczej miał średnią 1,9 pkt. na mecz.

Te statystyki są jeszcze lepsze w spotkaniach u siebie. Tu niebiesko-czerwoni mają maksymalną do osiągnięcia średnią, czyli 3 pkt. na mecz. W ostatniej kolejce wyższość jedenastki z Okrzei musiała uznać Lechia Gdańsk,   drużyna z której w przerwie letniej do Piasta przeniósł się Marcin Pietrowski, wychowanek gdańskiego klubu.

– Był to rzeczywiście dla mnie szczególnymecz. Nie mogło być jednak sentymentów. Od trzech miesięcy jestem zawodnikiem Piasta i to jest teraz dla mnie najważniejsze, choć przyznaje, że po cichu Lechii kibicuje. Dziś jednak cieszę się, że to Piast wygrał – mówił zaraz po końcowym gwizdku sędziego Pietrowski.

Gdańszczanie zajmują odległe, bo 13. miejsce w tabeli, choć zawodników, jak na polskie warunki mają z wysokiej półki. Jak się nie po raz pierwszy zresztą okazało, nie gwarantuje to wygranej.

– Lechia to bardzo dobrze zorganizowana drużyna i z perspektywy boiska najlepiej operująca piłką z zespołów z którymi graliśmy, jednak punktów za to się nie przyznaje. To my byliśmy bardziej zdeterminowani, skuteczniejsi i zasłużenie zdobyliśmy trzy punkty – przekonuje Pietrowski.

Nie po raz pierwszy w tym sezonie gliwiczanie musieli odrabiać straty i zrobili to z nawiązką.

– Jeszcze przed przerwą doprowadziliśmy do remisu. Od początku drugiej połowy ruszyliśmy do przodu, bo zależało nam na zwycięstwie. Remisy nas nie satysfakcjonował, graliśmy przecież u siebie – zauważa były gracz Lechii.

Po raz kolejny podopieczni Radoslava Latala pokazali, że potrafią wytrzymać do końca meczu  bez oddychania rękawami, jak to przyjęło się określać, gdy brakuje już sił do biegania. Końcówka była jednak bardzo nerwowa, bo po tym, jak Nespor za drugą żółtą kartkę zobaczył czerwoną i musiał opuścić przed czasem boisko, a Piast grać w 10., udało się jednak nie stracić bramki i dowieźć wygraną do końca.

– Ta sytuacja wprowadziła troszkę nerwowości, ale ważne że daliśmy radę – mówi na koniec pomocnik Piasta.

Następny mecz Piast rozegra już w piątek. Gliwiczanie jadą do Wrocławia, by zagrać ze Śląskiem, zespołem na razie grającym chimerycznie. Początek meczu – godz. 20:30.

opracowanie: piast.gliwice.pl

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
zbulwersowany

Może nie na temat , ale orientuje się ktoś czy jest jakaś zbiórka na wyjazd na demonstrację do Katowic 26,9