Drużynie Piasta nie udało się wygrać szóstego z rzędu meczu, ale to co wcześniej zrobili podopieczni Radoslava Latala budzi respekt, a fakt, że co najmniej jeszcze na jedną kolejkę pozostaną liderem przejdzie do historii klubu. W ostatnich latach tylko najlepsze zespoły utrzymywały się na prowadzeniu przez dłuższy czas. Tego nikt nie był w stanie przewidzieć, nawet zawodnicy Piasta.
– Przed sezonem myśli o tym, aby być liderem i to na dłużej było marzeniem, które nieoczekiwanie jednak się spełnia. Jak pierwszy raz wskoczyliśmy na pierwsze miejsce, to było to zaskoczenie też i dla nas, ale z każdym meczem czujemy się pewniej. Można to było zauważyć już gdy graliśmy z Górnikiem Zabrze. To było przełomowe spotkanie. Z Legią i Lechem graliśmy już jak równy z równym i potrafiliśmy wygrać – analizuje Radosław Murawski.
Zaskoczeniem jest nie tylko pozycja, ale też i gra. W przerwie letniej wymieniono ponad połowę składu. Pesymiści już skreślili Piasta z ekstraklasy, optymiści twierdzili, że będzie potrzeba trochę czasu, zanim drużyna zatrybi. Tymczasem stało się to już po drugiej kolejce.
– Szczerze to sam nie wiem jak nam się to udało. Chyba wszyscy dość szybko zrozumieli, że musimy działać jak kolektyw. Wiadomo, że na boisku wszystko nie wyjdzie tak jak trenujemy, ale serca do gry i biegania zabraknąć nie może. W moim przekonaniu szybko pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, że nawet jak jednemu przytrafi się błąd, to drugi mu pomoże. Tworzymy prawdziwy zespól i mam nadzieje, że tak będzie po każdym, kolejnym meczu – zastanawia się „Muraś”
Piast nie stał się w tej przerwie letniej bardziej polski, ale słowiański już tak. Sprowadzono bowiem zawodników tylko z państw, gdzie język podobny jest do polskiego. Czy to miało wpływ na szybsze zrozumienie się?
– W szatni rozmawiamy czasem trochę po angielsku, ale „urzędowym” językiem jest polski. Zasada jest taka, że to zagraniczni zawodnicy muszą się uczyć polskiego. To nie my więc musimy się dostosowywać, ale nie traktowałby tego jako problem, tylko bardziej jako ciekawostkę. Na boisku jest tylko jeden język – piłkarski i widać, że dobrze się rozumiemy – przekonuje kapitan Piasta
W powszechnej opinii kluczem do osiągnięcia tak dobrego wyniku jest odpowiednie przygotowanie fizyczne. Zespół rzeczywiście mocne pracował na letnich zgrupowania, co przyznaje kapitan Piasta
– Tak było i to zaprocentowało. Mamy na koncie 18 punktów po 8 meczach. Przed sezonem ten obóz naprawdę był ciężki. Dużo było biegania, mocy i siłownia. Czuliśmy się zmęczeni, ale mi to nie przeszkadza. ja lubię ciężko trenować, bo wtedy wiem, że będę miał siłę biegać przez pełne 90 minut.
W piłce nożnej nie wystarczy tylko biegać, trzeba jeszcze na bazie zmęczenia podejmować właściwe wybory, stąd tak ważne jest przygotowanie fizyczne.
Ja gram na takiej pozycji na której trzeba cały czas praktycznie biegać, a jak ten wysiłek jest duży, to gdy dostaje się piłkę, to nie zawsze głowa pracuje jak powinna i stąd rodzą się błędy. Przełożenie jest proste, jak się ma siłę, to łatwiej jest zrobić to, co się chce – wyjaśnia jak to działa Murawski.
Samemu się jednak meczu nie wygra. „Muraś” praktycznie od razu złapał właściwy kontakt z Vackiem, który gra z nim w środkowej strefie boiska
– To prawda, szybko złapaliśmy tę więź boiskową i widać, że ta chemia między nami jest, ale ja mam nadzieję, że dopiero się rozkręcamy i jeszcze więcej pokażemy – mówi wychowanek gliwickiego klubu.
Tak jak wilka ciągnie do lasu, tak piłkarza do strzelania goli, obojętnie na jakiej pozycji gra. W meczu z Łęczną po dwóch latach przerwy „Muraś” wpisał się na listę strzelców. W Szczecinie, po jego strzale z dystansu bramkarz Pogoni ledwo sparował piłkę.
– Każdy zawodnik chce strzelać gole, bo jak mu się to uda, to jest to taka nagroda za ciężką pracę, którą wykonuje się na treningach. Po bramce jest radość, można odreagować, ale najważniejsze jest dobro drużyny. Ja gram teraz jako defensywny pomocnik, więc nieco mam inne zadania. W miarę możliwości staram się jednak podłączać do akcji ofensywnych, ale w moim przypadku nie to jest w meczu najważniejsze – zdradza na koniec Murawski.
W minioną niedzielę Piast poległ w Szczecinie, ale czy to był tylko wypadek przy pracy, czy też początek zadyszki przekonamy się o tym w sobotę, kiedy to na stadion przy Okrzei zawita Lechia Gdańsk. Biało-zieloni to mocna personalnie drużyna, ale na własnym boisku podopieczni Radoslava Latala zanotowali w tym sezonie komplet zwycięstw. Emocji nie powinno więc zabraknąć.
Źródło: piast.gliwice.pl






















Witam !
W Szczecinie brakowało mi tej gry Piasta z poprzednich meczy. Presing, zadziorność, szczęście w zdobywaniu goli. Przecież w I połowie Piast mógł i powinien strzelić trzy gole ! Pogoń raz strzeliła i zdobyła gola. Niepojące jest to w jakim stylu PIAST grał po przerwie. Oby to nie był zły zwiastun. Mecz z Lechią wcale nie będzie spacerkiem. Po zmianie trenera ci zawodnicy będą chcieli coś ugrać. Zapowiada się niesamowita walka. Oby wygrana przez naszą drużynę.
Pozdrawiam.
„Piast Gliwice będzie miał nowego sponsora głównego”
http://infogliwice.pl/?p=27545
No tak,bylismy na dnie nikt sie nami nie interesował.Teraz punktujemy wielkich to sie sepy beda zlatywac zeby sie pokazać.Choc z drugiej strony duzy sponsor moze przyciągnąć na stadion wiecej kibiców.Jesli tak to wybaczam 😉