Dwa lata temu do Piasta trafił pierwszy piłkarz urodzony w Hiszpanii. Był nim Ruben Jurado. Zawodnik oznaczony nr 22 szybko podbił serca gliwickich fanów. Już w swoim debiucie strzelił gola, a potem albo podawał, albo sam zdobywał kolejne bramki. Zachwyceni Hiszpanem trenerzy niebiesko-czerwonych potem ściągnęli kolejnych trzech zawodników urodzonych na półwyspie Iberyjskim. Alvaro i Cuerdy nie ma już jednak w Gliwicach, a Carles, mimo że grywa regularnie, nie przekonał jeszcze do siebie ani ekspertów, ani kibiców. Dziennik „SPORT” dokonuje dziś analizy opłacalności sportowej i finansowej graczy z Hiszpanii.
Zacznijmy od początku, czyli od sierpnia 2011 roku. Wtedy to do klubu na Okrzei przyjeżdża bezrobotny 25-latek z Sevilli. Wiemy o nim tyle, że nazywa się Ruben Jurado i ma znać się na robocie napastnika. -Graliśmy sparing, z Energetykiem ROW Rybnik, a cała uwaga skupiała się właśnie na nim. Hiszpan na testach w Piaście to było ekscytujące – wspomina Józef Drabicki, ówczesny prezes gliwiczan. Inna sprawa, że ta wspomniana ekscytacja szybko ustąpiła miejsca lekkiemu rozczarowaniu. – Gola strzelił, ale wszyscy byliśmy zdania, że
ogólnie wyglądał – co tu dużo mówić – cienko, a jedyny pozytywny prognostyk na przyszłość stanowił sposób zdobycia tamtej bramki. Nikt nie był wtedy przekonany, że powinniśmy Rubena zatrzymać. Zastanawialiśmy się: „dojdzie do formy czy nie?”. W końcu stanęło na tym, że wraca do Hiszpanii. Trener Dudek pojechał odwieźć go na lotnisko w Balicach, ale mimo to cały czas pozostawaliśmy W kontakcie telefonicznym. I los chciał chyba, żeby Ruben jednak z nami został, bo coś mnie tknęło, żeby spróbować. Tak oto – choć jedną nogą był już w Hiszpanii – z lotniska zawrócił.
Decyzja była obarczona dużym ryzykiem, ale dzięki swej ciężkiej pracy często demonstrował, i nadal demonstruje, ten sam styl zdobywania bramek, jaki pokazał w tamtym sparingu – zauważa były prezes Piasta. – Czas pokazał po prostu, że warto było go z tego lotniska zawrócić – dodaje z kolei Janusz Bodzioch, pełniący wtedy funkcję menedżera klubu. I trudno się nie zgodzić, bo 27-latek to dziś jeden z czterech – pięciu zawodników, bez których kibice zespołu sobie nie wyobrażają.
Czyli 1:0 dla zwolenników eksperymentu. Choć z drugiej strony – od tego momentu zaczynają się schody. – Alvaro na I ligę był OK, ale na ekstraklasę to było już trochę za mało. Do tego doznał poważnego urazu. A Fernando? W ogóle nie był najlepszym transferem. Od razu
dał się poznać jako zawodnik bardzo kontuzjogenny – wskazuje Bodzioch, a Drabicki wymownie kiwa głową. – Na zapleczu ekstraklasy Alvaro balansowa; na granicy między uzupełnieniem a wzmocnieniem, często zahaczając jednak o to pierwsze. Jego transfer trzeba więc ocenić jako nie najlepszy, bo chcąc ściągnąć zagranicznego piłkarza, który będzie uzupełnieniem, zdecydowanie łatwiej byłoby sięgnąć na przykład po Słowaka. Jeszcze słabszy był natomiast Fernando. Po prostu okazał się niewypałem – podkreśla Bodzioch.
Co SPORT na to? Rzeczywiście, Cuerda – mimo na przykład goli w dwóch meczach z Legią Warszawa – nie pokazał niczego, co sprawiłoby, że w Gliwicach powinni za nim tęsknić (zresztą, nieprzypadkowo nie dotrwał do końca swego kontraktu -ten został rozwiązany).
Szkoda nam zaś Alvaro, który W I lidze rzucał napastnikom piłki, jakie na tym poziomie rzucało może jeszcze dwóch -trzech ludzi. Sęk w tym, że dla gracza w tym wieku – a mówimy o roczniku 1981 – tak poważna kontuzja, jakiej doznał Hiszpan, to już niemal wyrok.
I słowo jeszcze o sprowadzonym zeszłego lata Carlesie Martinezie, który problemów ze zdrowiem co prawda nie ma, ale jednocześnie – co już wielokrotnie podkreślaliśmy – zupełnie nie przekonuje. Chcąc najkrócej skomentować jego przydatność do drużyny zacytujemy samych siebie z tekstu z początku tygodnia: „nie zdziwimy się, jeśli za moment Martineza w Gliwicach już nie będzie”.
Aby natomiast wydać werdykt w sprawie „opłacalności” całego eksperymentu, sprawdzić trzeba jeszcze oczywiście czynnik finansowy. Hiszpanie mieli być bowiem stosunkowo niedrodzy w utrzymaniu. – Powiem tak: często mówi się, że obcokrajowiec będzie tańszy od Polaka, ale to są tylko puste słowa. Może kiedyś było inaczej, jednak dzisiaj oprócz pensji klub musi takiemu piłkarzowi zapewnić mieszkanie czy bilety lotnicze do ojczyzny. A to wszystko kosztuje. Oczywiście, zdarzają się obcokrajowcy, na których kluby rzeczywiście wydają mniej, ale, proszę spojrzeć jaki prezentują poziom. Ostatnio w jednym z programów telewizyjnych mówiono o tym, że coś do ekstraklasy wnosi tylko 10 procent spośród zagranicznych zawodników. Taka smutna prawda… – akcentuje Bodzioch. Drabicki tymczasem ujmuję sprawę bardziej wprost: – Hiszpanie nie są tańsi. Kontrakty Rubena, Alvaro i Fernando były w górnych rejonach tego, co płaciliśmy. Do tego dochodziły jeszcze – kwestie socjalne.
A pamiętając o tym, że do tej pory w pełni sprawdził się tylko Ruben trzeba postawić pytanie: „czy eksperyment dobiega końca?”. – Nie – chcemy go kontynuować! Być może na jeden z zimowych obozów zespól wyjedzie do Hiszpanii, a wtedy będzie okazja, obserwować potencjalnych kandydatów do gry – zaznacza Jaroslaw Kołodziejczyk szef klubu. – Poza tym nie wiem skąd opinia o tym, że nasi Hiszpanie są drodzy. To nieprawda – zaznacza obecny prezes Piasta
źródło: Dziennik Sport/Kamil Kwaśniewski






















Panie Kołodziejczyk. Są trzy rodzaje piłkarzy z Hiszpanii 1 Poziom Super np David Villa (nawet wygrywając w lotto 40 mln zł byśmy go nie kupili) 2 Poziom to przeciętni ( dobrzy na naszą Ekstraklasę ale i również niezbyt przyjaźni dla klubowej kasy. Prędzej utrzymać były by w stanie kluby Belgijskie,Holenderskie czy Szkockie) 3 Poziom słabi (dobry przykład Cuerda i Alvaro jak na piłkarzy z Hiszpanii nie odbiegali niczym od Polaków. Nawet Słowak Urban był w moim przekonaniu lepszy) A więc wniosek jest jeden jeżeli juz chcecie Hiszpana to kupujcie z 2 poziomu. A najlepiej popatrzcie się na Chorzowski Ruch co zrobił porządki i nie ma tam ani jednego obcokrajowca a za to w miejsca obcokrajowców powchodzili wychowankowie. I co teraz się dzieje Ruch jest w pierwszej czy drugiej 8 Panie Prezesie?
Witam !
Przeczytałem, że testujemy piłkarzy ( młodych ) z Karpat Krosno. Ktoś napisał, że mamy takich samych na „swoim podwórku „( w okolicy Gliwic ). Podany przykład Ruchu Chorzów powinien dać dużo do myślenia. Może to i jest pomysł. Mamy o obwodzie Dziczka, którym podobno nasz klub się interesuje. Gdyby menadżer klubu Pan Wilk może trochę pojeździł po okolicy to zapewne coś by ” uzbierał „. Tak naprawdę trzeba dawać więcej szans Osyrze, Ditko, Murawskiemu i nnym. Może Wojtek Kędziora ma racje, że w Sośnicy, Łabędach, Stanicy są chłopcy o dużym talencie, lecz nie ma komu ich odkryć. Ci co mieli kiedykolwiek kontakt z klubem sportowym dobrze wiedzą, że wykreowanie dobrego piłkarza to nie piekarnia. Czy ktoś teraz chce czekać ?
Pozdrawiam.
Na pozyskiwaniu chłopaków z Sośnicy lub Ornontowic żaden menadżer nie zarobi. A na inwalidach typu Collins John lub Docekal można parę groszy trafić. Na koszt klubu oczywiście…
Monter – dokładnie ! zgadzam się z Tobą. Każdy o tym wie że przewały lecą a nikt z tym nic nie robi. Nikt nie ponosi konsekwencji za nie trafione transfery. Przy okazji można sobie pojechać np do Hiszpanii, Czech ( w ramach wyjazdu służbowego) i pooglądać nabytki. 2 kwestia to propagowanie Piasta w okolicznych miejscowościach przez branie graczy z tego terenu. czy słyszeliście może aby ktoś poniósł konsekwencje wywalenia na pensje colinsa 20 tyś miesięcznie + Rabioli, Horvata 23 tys, króla i innych ? nie ci gracze mają się ogrywać mają ich pokazać w tv bo póżniej można ich będzie jeszcze sprzedać i manago zarobi ?
Jest niestety tak jak pisze Monter i w tym caly problem.
…a na nieprzedłużeniu konrtaktów Treli i Matrasowi też ktoś może zarobić. Niekoniecznie będzie to tylko menadżer.
ja czuje że to nie przypadek że osoby odpowiedzialne przegapiły przedłużenie kontaktu z Trelą. Wydaje mi się gdyby gospodarzem klubu był prywatny właściciel nie pozwoliłby sobie na taką stratę. W Piaście tego nikt nie pilnuje więc może dojść do takich sytuacji że Trela odchodzi za darmo. Choć każdy wie że nie jest tak do końca. Pieniądze tylko nie trafią do klubu. NIkt za nic nie odpowiada. Torcik pełen spokój ma wszystko gdzieś, nic sie nie stało. 🙂
Czemu Hałgas nie dostaje szansy żeby grać w I zespole. Dawać go. Źle sobie nie radzi w Piast II więc może się wkomponuje