Urodził się w Nowym Sączu, nieco ponad 20 lat temu. Bardzo szybko, bo już wieku niespełna 18 lat zadebiutował w pierwszym zespole Sandecji i to na poziomie I ligi. Było to w meczu z KSZO Ostrowiec. Pierwszego gola w dorosłej piłce strzelił nieco rok później w spotkaniu z Piastem Gliwice. Grając jeszcze w Nowym Sączu był uważany za jednego z najlepszych młodzieżowców na zapleczu Ekstraklasy. Lubi zapijać łososia sokiem pomarańczowym, tęskni za rodzinnym miastem i dziewczyną z którą chce być do końca życia, szykuje się do gry na prawej obronie, choć jest pomocnikiem. Jego idolem jest Cristiano Ronaldo. Co jeszcze powiedział nam w 90.minutowej rozmowie Bartosz Szeliga?
Piłkę trenuję od pierwszej klasy podstawówki. Cały czas w Sandecji. Namówił mnie do tego brat, który jeszcze wcześniej zaczął chodzić na zajęcia. To on zaprowadził mnie na pierwszy trening, zapisałem się, no i tak zostało aż do samego przejścia do Piasta – Już na wstępie o swoich początkach przygody z futbolem opowiada Bartek.
Nie da się chyba zliczyć chłopaków, którzy ukończyli siódmy rok życia, a ich marzeniem było zostać piłkarzem, by po kilku miesiącach znaleźć sobie inny cel w młodym życiu. Bartek Szeliga nie poszedł jednak w ich ślady, dlaczego? – Sprawił to Ś.P. już niestety trener Wiesław Spiegel. Zaszczepił we mnie taką miłość do piłki, wpoił solidność, punktualność. Starał wywierać się na mnie presję, co uodporniło mnie na porażki, ale też i motywował, gdy przychodziły trudne chwile. Dużo zawdzięczam też trenerowi Januszowi Świeradowi. To on przejął mnie w wieku juniora, czyli takim, w którym człowiek uczy się wszystkiego. I to też dzięki niemu jestem teraz tu gdzie jestem. Przy okazji chciałbym mu za to podziękować – wyznaje Szeliga.

Bartek pochodzi ze sportowej rodziny. Tylko jedna z sióstr nie pała miłością do sportu, a rodzeństwo zawodnik Piasta ma liczne – Młodszy brat – Michał jest włączony do kadry Sandecji. Piotrek też zaczynał przygodę z piłką w tym klubie. Siostry mam też bardzo utalentowane sportowo. Paulina grała w piłkę ręczną, Monika w koszykówkę. Jedynie najstarsza Kasia nie paliła się do sportu, ale za to jest dobra w innych dziedzinach życia – opowiada 20. latek.
Nowosądecki klimat, bliskość gór, a może zimne wody Dunajca sprawiają, że w tym mieście rodzi się lub wychowuje tak dużo piłkarskich talentów. Nasz bohater nie wie jednak, dlaczego tak się dzieje – Ciężko powiedzieć, ale coś jest w tym Nowym Sączu, że piłkarze stamtąd wychodzą. Tylko się z tego można cieszyć, że mamy dużo utalentowanych zawodników. Wiadomo, nie każdemu się poszczęści, jak mi czy innym, co się tam wybili, ale mam nadzieję że dalej tak będzie i kolonia piłkarzy z Nowego Sącza, jeszcze się w Gliwicach powiększy – uśmiecha się Szeliga.
Bartek przychodził do Piasta, jako prawoskrzydłowy pomocnik. Na takiej też pozycji zadebiutował w Ekstraklasie w meczu z Górnikiem Zabrze. Wkrótce jednak możemy go zobaczyć na innej pozycji, bo? – Aktualnie występuję na prawej obronie. Trener mnie tam ustawia i powiem szczerze, że mi to odpowiada, bo to taka pozycja, gdzie nie tylko skupia się człowiek na grze w defensywie, ale ma możliwość podłączenia się do akcji ofensywnej, a ja lubię atakować. Trochę gorzej mi wychodzi z bronieniem, ale to jest norma, jeszcze się tego nauczę. Jeszcze w juniorach grałem w ataku, później na skrzydle w I lidze. Gdzie trener mnie wystawi tam zagram. Prawa czy lewa strona boiska nie ma znaczenia – zarzeka się wychowanek Sandecji.
Prawa obrona, ta pozycja zazwyczaj była zastrzeżona dla bardziej doświadczonych zawodników. Marcin Brosz lubi jednak wyzwania – Dokładnie, to wyszło od trenera. Na pewnym treningu usłyszałem że mam tam wystąpić. Moja pierwsza reakcja to heloł! – Jestem bocznym pomocnikiem, a tu nagle na bok obrony? No ale tak jak mówię, trzeba robić swoje, jestem profesjonalistą i zagram tam gdzie trener mnie wystawi – deklaruje Szeliga.
A dlaczego akurat prawa obrona? – To spowodowanie jest moją wiodącą, prawą nogą. Już w trakcie okresu przygotowawczego w meczach kontrolnych grałem na prawej obronie. Nie mam z tym już jakiegoś problemu, wiem jak się tam mam zachować – zaznacza Szeliga.
Marcin Brosz dał się już poznać jako trener bezkompromisowy. Od podopiecznych wymaga dyscypliny taktycznej i gry do przodu – I to mi się bardzo podoba – uśmiecha się młody zawodnik – Gramy ofensywną piłkę i nie murujemy bramki. Treningi są fajne, urozmaicone, jest dużo strzałów, co każdy lubi. Można też trochę powrzucać, jest też element taktyczny, nawet bardzo dużo taktyki. Dlatego bardzo podobają mi się te zajęcia i chciałbym jak najdłużej z nich korzystać – mówi nam Szeliga.
W Sandecji, która grała w I lidze, dodajmy, że ostatnio z średnim powodzeniem, nie było aż takich rygorów – Dla mnie największą zmianą było ustawienie taktyczne, gdzie tutaj wysoko gramy. Może nie powinienem tego zdradzać, ale to chyba dobrze widać jak gramy – śmieje się zawodnik.
Na prawej pomocy jest ogromna konkurencja, na boku obrony mniejsza, ale Zbozień na razie ma pewne miejsce w składzie.
– Dlatego też pewnie na razie nie dostaje szans – wzdycha Bartek – W tamtej rundzie było naprawdę ciężko, bo i Tomasz Podgórski i Pavol Cicman naprawdę grali bardzo dobre mecze. I jeden i drugi ciągnęli ten wózek, strzelając bramki. Ciężko było się przebić… Nawet Matej Izvolt tamtą rundę przesiedział na ławce. Dostałem jedną szansę na meczu z Górnikiem, z tego się cieszyłem, ale wiadomo chciałbym więcej grać. No ale żeby nie było że pogodziłem się z tą decyzją, znam swoje miejsce w szeregu, wciąż pracuję ciężko i czekam na swoją szansę – wyjawia nam skrzydłowy, albo jak kto woli już obrońca Piasta.
Trener Brosz mówi ciągle że kadra jest wyrównana i że każdy dostanie swoją szansę. Szeliga wciąż jednak na nią dopiero czeka?
– Fakt, trener ciągle powtarza, że mamy szeroką i bardzo wyrównaną kadrę, bo każdy, którego trener wystawi jest w stanie zagrać na bardzo wysokim poziomie. To z jednej strony dobre, a z drugiej strony złe, bo ciężej się przebić. Jakiś kibic powie – ten Szeliga nie gra, pewnie słaby jest. Ale tak nie jest. Zresztą nie wiadomo co może się zdarzyć za miesiąc lub dwa. Może już za trzy tygodnie przebije się do składu. Nie jestem tam jakimś znachorem, nie przewiduje przyszłości i zobaczymy co się wydarzy, czekam na ten moment – wzdycha zawodnik.
Mimo że Bartek nie gra jeszcze w pierwszym składzie, a nawet rzadko łapie się na ławkę, to i tak już najlepsze wspomnienia ma związane z Piastem Gliwice, bo? – Na pewno pierwszym, dużym wydarzeniem w mojej przygodzie z piłką była moja pierwsza bramka w I lidze, strzelona akurat przeciwko mojej obecnej drużynie – uśmiecha się gracz – Był to bardzo ładny gol , z dalekiej odległości. No radość po tym była niezmierna, 2 dni się cieszyłem, później koledzy wysyłali mi filmiki i mówili: Popatrz jaka fajna bramka.
Zobacz skrót z tego meczu
Kto wie, czy to nie ten gol zadecydował, że Szeliga trafił akurat do Piasta – To najczęstsze pytanie w wywiadach ze mną (śmiech). Nie wiem, może zapadłem trenerowi w pamięć, że ten gość strzelił taką bramkę, może sobie pomyślał, weźmy go i sprawdźmy, na dodatek jest młody – zastanawia się pół żartem pół serio wychowanek Sandecji.
Potem przyszedł debiut w ekstraklasie – Dowiedziałem się, że wyjdę od początku dwa dni przed meczem. Trener mi powiedział, że zagram, więc przygotowałem się do tego spotkania jak najlepiej mogłem. Wiedziałem, jak ważny dla kibiców Piasta jest to mecz. Był stres, presja. Szkoda że zakończony porażką, bo jakbyśmy wygrali to może zostałbym w pierwszym składzie, może więcej bym pograł, a tak przegraliśmy i przyszła kolej na kogoś innego – wzdycha Bartek
Jak każdy chyba młody piłkarz, Bartek ma swojego sportowego idola, a jest nim – Jak byłem mały, to zawsze podobał mi się Ronaldo z Brazylii, gdyż imponował mi szybkością i może to zabrzmi trochę nieskromnie, czy coś, ale lubiłem patrzeć jaki on jest szybki i gdzieś to później przenosiłem na boisko. Też mam takie zrywy szybkościowe, lubię wypuścić sobie piłkę, także może trochę się upodabniam do niego. A z tych teraźniejszych to Cristiano Ronaldo jest takim przykładem. Nie tylko tego, że można strzelać bramki ale przede wszystkim tytanicznej pracy jaką wykonał. Talent to nie wszystko w jego przypadku. On osiągnął sukces przede wszystkim ciężką pracą. Czytałem jego parę książek i mogę to powiedzieć.
Bartek Szeliga w Gliwicach nie tylko poznał jak się gra w Ekstraklasie, ale też jak się kibicuje – W Nowym Sączu takiego stadionu nie mamy. Nasz może pomieścić bodajże 6 tysięcy widzów, no i nie jest zadaszony, co jest minusem , gdyż nie tam takiej akustyki. Kibice tam są tylko jedni i bardzo lubiłem grać przy tych trybunach, Zawsze nas dopingowali i chcieli byśmy grali jak najlepiej. W Gliwicach natomiast stadion jest w pełni zadaszony, akustyka też jest inna, a każdy mecz wygląda inaczej niż w Sączu. Na razie to ja nie miałem jeszcze okazji zagrać w Gliwicach. W sumie jednak, to nie ma co porównywać zarówno kibiców jak i stadionów. Inna liga, inny obiekt – tłumaczy Szeliga

Ale od razu dodaje, że na ten moment nie zamieniłby Nowego Sącza na Gliwice – Nie, nie… Nowy Sącz jest moim miastem, ale teraz mieszkam w Gliwicach, to jest moja praca i nie ma czegoś takiego że siedzę w pokoju i płaczę, ale wiadomo, tęsknię za domem. Zresztą, kiedy mam czas, to jeżdżę sobie do domu, odwiedzam rodzinę i dziewczynę. Także nie ma problemu.
A narzeczona ma na imię? – Natalia – Czasem tu przyjeżdża. Była niedawno na kilka dni, mam nadzieję, że za niedługo znów mnie odwiedzi. To też nie zależy od niej, ale jednak w hotelu nie ma takich warunków żeby mieszkać ze sobą. Ona też studiuje, teraz ma wolne, ale wkrótce znów ją czeka nauka, więc nie będzie tak często przyjeżdżać. Ja też jak mam wolne to jadę do domu odwiedzić rodzinę i właśnie dziewczynę. Jakoś więc dajemy sobie radę. Myślę, że jak wszystko się dobrze ułoży, to przeprowadzi się tutaj lub jakoś inaczej to będzie – rozwija temat Bartek
Jak jest dziewczyna, to może niedługo będzie wesele w góralskim stylu? – No to na pewno, ale jeszcze nie teraz – śmieje się młody piłkarz – Chcę z nią być jak najdłużej się da. To dziewczyna mojego życia, można tak powiedzieć. Wiem że ona bardzo mnie kocha i na pewno chcemy być ze sobą, tylko jeszcze trochę czasu i może się jej oświadczę – deklaruje na łamach piast.gliwice.pl Bartek Szeliga
Na razie jednak zawodnik mieszka w jednym z gliwickich hoteli, zresztą razem z kilkoma innymi kolegami z drużyny i nie planuje zmiany lokum, bo? – Nie zależy to ode mnie do końca, no bo w grudniu kończy mi się wypożyczenie. Jeżeli miałbym tu zostać to myślałem o tym, by się tutaj przeprowadzić, znaleźć mieszkanie, a jeżeli nie, to cóż wrócę do Nowego Sącza.
Taką sytuację trudno nazwać komfortową. Piast jednak ma prawo pierwokupu tego graczy, ale czy z tej opcji skorzysta? – Nie wiem, to pytanie raczej należy kierować do trenera lub działaczy. Na pewno ja jestem z siebie zadowolony. Robię wszystko na treningach tak jak ma być, staram się i po prostu będę czekał na tą decyzję. Nie ważne co się stanie, głowę będę trzymał do góry i będę szedł do przodu.
Szeliga nie uważa też, że czas spędzony w grodzie nad Kłodnicą to stracony okres – Uważam że to pół roku, a już niedługo rok będę mógł zaliczyć na plus, gdyż same treningi i możliwość bycia w Ekstraklasie daje naprawdę dużo. Chce się przychodzi się na ten trening, robić ciężką robotę. Ludzie myślą że piłkarz przychodzi na zajęcia i dwie godziny sobie pokopie, a to tak nie jest, to bardzo złożony proces. Każdy zawodnik jest profesjonalistą począwszy od obudzenia się nad ranem, aż do wieczora, kiedy idzie z powrotem do łóżka. Także pod względem mentalnym i fizycznym, naprawdę się tu rozwinąłem, poznałem co to profesjonalizm – przyznaje Szeliga.
Piłkarze, szczególnie ci, co pozostają pod opieką Marcina Brosza nie wszystko mogą pić i jeść. Bartek ma jednak swoje ulubione dania z który rezygnować nie zamierza – Ulubiony napój… Ciężko tak powiedzieć, ale może jakiś sok pomarańczowy. Natomiast lubię łososia, przypadł mi do gustu, gdyż często mamy na zgrupowaniach na kolację właśnie tą rybę. No standardowo kurczak z ryżem, a w domu to kotlet z ziemniakami, tak po prostu – szczerze wyznaje Szeliga.
Przy Okrzei starają się, aby czasu wolnego zawodnicy zbyt dużo nie mieli. Na zgrupowaniach, szczególnie tych dłuższych są jednak chwile, kiedy można się wyluzować. Co wtedy robi nasz bohater?
Zazwyczaj gramy głównie w FIFĘ, Ostatnio jednak spodobała mi się gra, dość stara – Counter Strike. Gramy w nią z Mateuszem Matrasem i z Radkiem Murawskim. Wygląda to tak – Umawiamy się i walczymy parę godzin. Potrafimy tak trochę przesiedzieć, czas fajnie mija, ale ciągle grać przecież nie można. Lubię też czytać książki, nawet mam tu jedną książkę kolegi z Sandecji, Pawła Leśniaka „Równowaga”. Bardzo fajna, w sumie to już drugi raz ją czytam, więc naprawdę jest wciągająca. Czekam oczywiście na drugą część, która będzie we wrześniu. Polecam ją wszystkim – zachęca Bartek
Kim byłby Bartek Szeliga, gdyby nie zaczął biegać za piłką? – Szczerze, to nie wiem. Gdybym nie był piłkarzem i nie miał nic wspólnego ze sportem, no to nie mam pojęcie. Pewnie bym się uczył, chodził na studia jak normalny nastolatek. Próbowałbym coś robić, zarabiałbym jakoś pieniążki. Nie wiem no, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Bardzo jednak cieszę się z tego, co robię. Nie każdy przecież może być piłkarzem, nie każdy może grać na takim poziomie, jak mi to jest dane – przyznaje zawodnik.
Piłka zajmuje mu jednak tyle czasu, ze nie zastanawiał się jeszcze jakie jest jego marzenie wychodzące poza futboli, może skok na
bungee? – Hm, jeszcze nie wiem. Może ten skok na bungee by poczuć tą adrenalinę. Mój brat skakał ze spadochronem i mówił, że to fajne przeżycie, może i na to się skuszę.
Szeliga, choć ma dopiero 20 lat myślami daleko w przyszłość nie sięga.- Na razie skupiam się na tym by wystąpić w Piaście Gliwice. To jest mój nadrzędny cel i będę do tego dążył żeby się przebić w tej Ekstraklasie. A takich planów w przyszłość to raczej nie ma.
Czasem jednak zdarzają się niespodziewanie propozycje z gatunku nie do odrzucenia, – Nie wiem, gdybym znalazł się w takiej sytuacji, to bym się zaczął zastanawiać, ale nie jestem więc nie wiem. Nigdy nie zastanawiałem się nad takimi rzeczami, trzeba żyć chwilą. Na razie muszę zaistnieć w Gliwicach, coś tu zrobić, by myśleć, o innym klubie z Polski czy zza granicy. Dlatego skupiam się na grze w Piaście – odpowiada Szeliga.
W szatni Piasta jest taki zwyczaj, że jak ktoś strzeli debiutancką bramkę w Ekstraklasie, to stawia ciasto – Wiem o tym! – śmieje się zawodnik, – Chciałbym jak najszybciej móc zafundować kolegom coś słodkiego – deklaruje na koniec rozmowy wychowanek Sandecji, czego mu życzymy
Rozmawiał: Łukasz Domagała
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko
Uwaga – Z Bartkiem rozmawialiśmy przed meczem z Koroną w którym dostał okazję się zaprezentować. Krótko był na boisku, ale miał okazje, by pokonać bramkarza Sandecji. Piłka nie wpadła do siatki. Może uda się następnym razem
Metryczka
Imię – Bartosz
Nazwisko – Szeliga
Kraj- Polska
Data urodzenia – 10 stycznia 1993 (24 lat)
Miejsce urodzenia – Nowy Sącz
Wzrost / waga – 184 cm / 74 kg
Obecny klub – Piast Gliwice
Pozycja – pomocnik
Kariera
Sandecja Nowy Sącz, Piast Gliwice
3. występy w Ekstraklasie






















Nie wiem czy wspomnieliście, że „świetnie gra głową” – mecz z Koroną tylko to potwierdził…