Już ponad miesiąc z drużyną Piasta ćwiczy Liberyjczyk z holenderskim paszportem – Collins John. W tym czasie wokół zawodnika pojawiło się wiele niejasności, osnutej wręcz nutką tajemniczości. Sam piłkarz nawet ogłosił, że podpisał już z klubem dwuletni kontrakt. Zaraz potem dementował to Jarosław Kołodziejczyk, prezes Piasta. Po ostatniej konferencji prasowej z udziałem Marcina Brosza większość znaków zapytania można już w przypadku wychowanka Twente Enschede wykreślić.
– To jest zawodnik o nieprawdopodobnych wręcz potencjale piłkarskim. Świadczy o tym jego przeszłość. Był powoływany do reprezentacji Holandii, grał w czołowy klubach ligi angielskiej, a że tam trafił to na pewno nie jest przypadek – wyjaśnia powody trener Piasta, dlaczego klub zdecydował się dać szansę temu piłkarzowi odzyskania formy akurat w Gliwicach.
W sztabie szkoleniowym od początku zdawano sobie sprawę, że zadanie to będzie nie łatwe do
zrealizowania, ale też i że nie jest to misja z gatunku niemożliwych do zrealizowania. – Sprawa jest bardzo złożona. Nie da się zawodnika, który długo nie grał w piłkę, przywrócić do pełnej dyspozycji w ciągu miesiąca czy nawet dwóch. Fizycznie jest to praca tytaniczna. Zarówno dla trenerów, klubu jak i samego zawodnika
W zasadzie samemu można odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego podjęto ryzyko przywrócenia do formy Liberyjczyka. Gdyby Collins był w pełnej dyspozycji z takim CV i umiejętnościami jakie ma, Piasta po prostu by nie było na niego stać. Gdy więc pojawiła się szansa na pozyskanie gracza tego formatu, klub zaryzykował. W Gliwicach postawiono jednak byłemu piłkarzowi Fulham warunki – Nie bazujemy na deklaracjach, bo słowa są jak wiatr. Podjęliśmy inne czynności, które zabezpieczają klub. Po pierwszej rozmowie jaką z nim wykonaliśmy postawiliśmy warunek, że musi ściągnąć do Gliwic rodzinę, a on nie jest w łatwej sytuacji, bo jego żona jest w ciąży. Collins się temu podporządkował. Podporządkował się też reżimowi, ajki mu narzuciliśmy. Widać w nim ogromną determinację – wyjaśnia Marcin Brosz.
Liberyjczyk, wart niegdyś 3,5 mln Euro, ma zaledwie 28 lat. Jest więc w najlepszym wieku dla piłkarza. Powinien być gwiazdą, jednak różne okoliczności, także poza sportowe sprawiły, że dziś nie wielu o nim pamięta. Ten fakt jednak chcą wykorzystać w Gliwicach – To jest ten moment, kiedy zawodnik doszedł do ściany. On zdaje sobie sprawę, że jeśli nie Piast , to już prawdopodobnie nigdzie nie znajdzie miejsca. Podaliśmy mu rękę. Widać, ze on to docenia, stara się. Ostateczna decyzja jednak jeszcze nie zapadła. To jeszcze nie ten etap, aby podpisać z zawodnikiem profesjonalny kontrakt – cierpliwie tłumacz Brosz.
Jak wygląda więc ten proces przywracania do formy jaką piłkarz prezentował grając jeszcze w Holandii? – Naszym zadaniem jest tak poprowadzić zawodnika, aby systematycznie, ale nie za szybko był przywracany do pełnej dyspozycji. Jeśli przyśpieszymy ten proces, narazimy go na złapanie urazu, a tego nikt nie chce. Collins ma treningi indywidualne. Ćwiczy dwa razy dziennie. Pracujemy systematycznie, co pewien czas robimy badania i zwiększamy obciążenie. Tak będziemy postępować, aż dojdzie do momentu, że podejmiemy decyzje, albo podpisujemy kontrakt, albo się żegnamy. Nie wyznaczyliśmy sobie jednak konkretnej daty – zaznacza trener Piasta.
Nasuwa się jednak pytanie, czy dotychczasowe działania rokują choćby nadzieję, że misja ta zakończy się sukcesem i w przyszłości Collins John grą i bramkami spłaci zainwestowane w niego pieniądze i czas? – To jest tak, jak po ciężkim urazie. Collins nie był w reżimie treningowym, więc trzeba nie tygodni, ale miesięcy, aby mógł grac na najwyższym poziomie. Na ten moment jednak, najważniejsze jest jednak, że postęp jest widoczny, zarówno na papierze jak i wizualnie – podsumowuje Brosz.
W Gliwicach zaryzykowano, ale jeśli uda się sprawić, że Collins będzie grał, jak na początku swojej kariery, to może być gwiazdą Ekstrakalsy. Czy tak się stanie, zobaczymy.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: piast-gliwice.eu






















Bardzo dobre posunięcie management’u widać że za tymi krokami idzie rachunek ekonomiczny a nie hura-optymizm, który mógłby się skończyć jak w Wiśle Kraków. Miejmy nadzieję ze zrobią z niego dobrego napastnika, który przez kilka sezonów da nam wiele radości a i odsprzedać go za dobre pieniądze nie będzie problemu.
Beznadziejna sprawa ,wystarczy spojrzec ile klubow przerzucil,,,, Albo on nie moze sie z nikim dogadac ,albo wszedzie z niego rezygnowano- musztarda po obiedzie I nic z tego w Gliwicach dobrego rowniez nie wyniknie
Bo wszedzie pewnie chcieli napastnika na już.A to jest chlop,ktory długo nie gral,w dodatku z nadwaga. Znajdowal się mniej więcej w takim stanie jak po długiej kontuzji.Z nami trenuje już 4 tygodnie,pozniej jeszcze z miesiąc i wtedy może będzie ciekawym grajkiem ? Skoro go od razu nie odstrzelili cos musi w sobie mieć.Nie znam się,ale zastanawia mnie czemu nie można go wpuscic choćby na 10-15 minut na mecz rezerw
Szrot. Szkoda kasy i czasu.