Piasta Gliwice długo traktowałem z życzliwym dystansem. Na zasadzie: niech hasa, póki mu pozwalają. Wydawał mi się takim małym kotkiem, któremu wielki pies daje się podgryzać i drażnić, ale gdyby tylko kotkowi się zachciało rządzić, to jednym ruchem łapy pies na powrót zaprowadzi porządek we wszechświecie. Myliłem się – pisze na swoim blogu „Śląskie z Nogą w Głowie” – Michał Trela, redaktor naczelny portalu SportSlaski.pl
Sukces od porażki dzieli bardzo cienka granica, prawda, Ruchu Chorzów? Jeden zły moment i z klasowego lidera możesz się stać pośmiewiskiem. Trzeba widzieć mankamenty, wyjmować gorzej działające ogniwa, wstawiać lepsze, dbać o konkurencję, o to by niektórzy nie obrośli w piórka. Wiem, że na każdą sytuację można znaleźć przysłowie, ale nie przypadkiem mówi się, że wyjść na szczyt jest trudno, a utrzymać się na nim jeszcze trudniej.
Jarosława Kołodziejczyka w tym głowa, żeby teraz trzymać klub w ryzach i wszystkim pracownikom wskazywać kierunki rozwoju. Podkreślać, że jest dobrze, ale to dopiero początek. Coś jak Marcin Brosz.
Dlatego ręce mi opadły i potrzaskały się o posadzkę, gdy przeczytałem słowa prezesa Piasta z dzisiejszej rozmowy z „Dziennikiem Zachodnim”. Dziennikarz zapytał prezesa o Roberta Demjana i Kamila Wacławczyka, których wymienia się w kontekście klubu z Okrzei.
„A czy my mamy słaby skład, żeby go jeszcze wzmacniać? Po co coś zmieniać, skoro wszystko dobrze funkcjonuje?” – mówi Jarosław Kołodziejczyk.
Piast w tym składzie osobowym nie osiągnie lepszych wyników niż w tym roku. Nie ma takiej możliwości. Rozpracowani, pewni miejsca w drużynie, zadowoleni z siebie zawodnicy Piasta są skazani na gorsze wyniki. Chyba, że umiejętnie się tę maszynę podkręci.
Piast jest na początku drogi, a jego prezes brzmi, jakby już wybudował pomnik i dobrnął do końca historii jeśli chodzi o drużynę piłkarską. Mam nadzieję, że pan prezes tylko mówi, a decyzje o transferach zapadają w innym gabinecie. U kogoś, kto nie odleciał. Dla dobra Pias
Pełny tekst dostępny TUTAJ
źródło: http://michaltrela.blox.pl/html






















Trzeba powiedzieć jasno – najsłabszy element drużyny to jej prezes…
No z takim podejściem to cud jakiś, że osiągnęli cokolwiek, a co dopiero tyle ile w rzeczywistości…
A może wreszcie będzie normalnie i to pracownik będzie się starał o względy pracodawcy,zwłaszcza dobrego i wypłacalnego?