W niedzielę nad ranem wróciła z najdłuższego w tym sezonie wyjazdu drużyna Piasta. Powrót jak się można domyślać na pewno smutny nie był. Gliwiczanie wywalczyli pierwsze, bezcenne, wyjazdowe zwycięstwo i mają już na swoim koncie 6 punktów. – Możliwe, że rywale na początku traktowali nas średnio poważnie, ale teraz zyskujemy sobie u nich szacunek – mówi dziś na łamach dziennika Sport Wojciech Kędziora.
Najskuteczniejszy napastnik Piasta minionego sezonu gola w tym meczu nie strzelił, nie zaliczył też asysty, ale swoje zrobił. Na tyle absorbował obronę gospodarzy, że ta zapomniała najpierw o Rubenie, a potem o Podgórskim, autorach bramek dla gliwiczan. Tych goli by być może nie było, gdyby na murawie od początku nie przebywał Matej Izvolt.
Co ciekawe, choć Izvolt znalazł się na celowniku trenerów Piasta już jakiś czas temu, wcale nei musial trafić
do gliwckiego klubu. Za pierwszym podejściem nie dogadał się co do wysokości swojego kontraktu. Dopiero po kolejnych rozmowach doszedł do porozumienia. Izvolta nie musiano ściągać na siłę, bo Piast miał już Cicmana. „Cycu” zresztą początkowo wygrał rywalizację z Izvoltem o miejsce na prawej pomocy, ale po nieudanych meczach z Górnikiem i Zagłębiem Lubin stracił miejsce w pierwszym składzie. Izvolt, który zagrał już przyzwoicie przeciwko Pogoni, w starciu z Lechią poprowadził Piasta do wygranej. To z jego dwóch podań padły oba gole dla niebiesko-czerwonych. Grający z nr 18 zawodnik pewnie teraz długo nie da się wygryźć z wyjściowego składu, a że Cicman to też ambitny chłopak, to zapowiada nam się ciekawa rywalizacja.
W poniedziałek ci zawodnicy, którzy zagrali przeciwko Lechii mieli wolne. We wtorek i środę będą trenować jak i w poprzednich tygodniach, czyli po dwa razy dziennie.
Opracowanie: Grzegorz Muzia





















